Strona główna / Czytelnia

Domowy smak w skali przemysłowej — jak to możliwe

Krótka odpowiedź: nie da się w pełni. Dłuższa jest ciekawsza i sprowadza się do trzech liczb.

Pytanie pada na każdych targach i zawsze w tej samej formie: skoro produkujecie tonę wędlin tygodniowo, to jak to może smakować jak od babci. Odpowiadam wtedy, że nie może i że nikt uczciwy tego nie obieca. Babcia robiła cztery kilogramy raz na miesiąc i miała czas patrzeć na jeden baton przez pół dnia.

Ale jest różnica między „nie tak samo” a „zupełnie inaczej”. I ta różnica siedzi w trzech miejscach.

Liczba pierwsza: wydajność

Wydajność to ile kilogramów gotowego wyrobu wychodzi ze stu kilogramów surowca. Szynka peklowana na sucho daje około 68 procent — reszta ucieka jako woda podczas peklowania i parzenia. Szynka nastrzykiwana solanką potrafi dać 140, czasem 160 procent. Oznacza to dokładnie tyle, że kupujesz wodę związaną fosforanami i płacisz za nią jak za mięso.

To nie jest oszustwo, bo wszystko stoi na etykiecie. To jest po prostu inny produkt, sprzedawany pod tą samą nazwą.

Przekrój szynki peklowanej na sucho z widocznym włóknem
Przekrój szynki o wydajności 68 procent. Widać włókno, nie widać galarety między warstwami.
Mięso w peklu ułożone w pojemnikach w chłodni
Dziewiąty dzień peklowania. Przekładamy ręcznie co drugi dzień, inaczej dolna warstwa bierze więcej soli.

Liczba druga: czas w dymie

Preparat dymu wędzarniczego dodany do farszu albo do solanki załatwia sprawę w czterdzieści minut. Wyrób wychodzi brązowy, pachnie wędzonką i pierwszy kęs jest zupełnie w porządku — naprawdę, nie ma sensu udawać, że to obrzydliwe. Problem pojawia się na trzecim kęsie, kiedy zapach nie ma już czym się bronić, bo nie wszedł w głąb.

Nasze pięć godzin przy zrębkach bukowych kosztuje prąd, ludzi i miejsce w komorze. Dają za to coś, czego nie da się podrobić: dym siedzi w całym przekroju, nie tylko na skórce.

Liczba trzecia: skład

Weź do ręki dowolną paczkę z półki i policz pozycje po słowie „skład”. Jeśli jest ich więcej niż sześć, część z nich jest tam po to, żeby produkt przetrwał dłużej albo ważył więcej. Nasza podwawelska ma cztery: wieprzowinę, sól peklującą, czosnek i pieprz.

Peklosól zostaje i zostanie. Bez azotynu sodu nie ma bezpiecznej wędliny peklowanej i nie jest to kwestia mody na czystą etykietę, tylko jadu kiełbasianego, który zabija cicho i skutecznie. Kto pisze „bez konserwantów” na peklowanej szynce, zwykle zastąpił peklosól ekstraktem z selera, w którym jest dokładnie ten sam azotyn, tylko brzmi ładniej.

Czego się nie da przeskoczyć

  • Terminu przydatności. Nasz pasztet ma siedem dni, konkurencyjny — czterdzieści. Różnica nie jest magiczna, tylko chemiczna.
  • Ceny. Kilogram szynki babuni kosztuje więcej niż kilogram szynki z nastrzykiem, bo zużyliśmy na niego półtora raza więcej mięsa.
  • Powtarzalności co do grama. Partia z lipca i partia ze stycznia różnią się delikatnie, bo surowiec też się różni. Odbiorcy, którzy z nami pracują od lat, uznają to za zaletę. Nowi czasem pytają, czy coś się stało.

Więc jak to możliwe. Możliwe jest tyle, że robimy w skali dwustu kilogramów partii to, co babcia robiła w skali czterech — z tymi samymi decyzjami przy każdym kroku i z termometrem zamiast wyczucia dłoni. Reszta to już kwestia tego, ile kto chce zapłacić za jedzenie, które się psuje.

Sprawdź to sam

Umów próbną dostawę i porównaj z tym, co masz teraz w ladzie.

Współpraca B2B